ABC
   
  Góry... Wolność, Pasja, Realizacja ____________________________ Korona Europy www.mafadike.pl.tl
  Błyszcz - Bystra
 


Oglądaj nas także na youtube:  www.youtube.com/watch

Końcówka zimy okazała się dla nas czasowo łaskawa i znów w niemal pełnym składzie mogliśmy pojawić się w Tatrach. Jak zwykle wyprawę możemy zaliczyć do udanych, zaś zima, wymarzona pogoda i miłe oczom widoki z właściwej wysokości tylko spotęgowały pozytywne doznania

Ostatni weekend marca 2014 to zimowo-wiosenne wejście na
 
Błyszcz i Bystrą od strony Starorobociańskiego Wierchu.

Dla jednych było to ukoronowanie i zamknięcie środkowej części Tatr, dla innych początek przygody i poznawanie nowych szlaków. Bystra, leżąca po stronie słowackiej, jest bowiem najwyższym szczytem (2248 m n.p.m.) Czerwonych Wierchów.
 
Ponieważ komunikacja na linii Kraków-Zakopane działa okazjonalnie (obecnie nie jeżdżą pociągi), zaś po godz. 22 w zasadzie jej nie ma, to najdogodniej dotrzeć tutaj można samochodem. Problemem tak naprawdę nie jest Zakopane, ale dostanie się do Chochołowa lub przynajmniej Kir, skąd akurat my startowaliśmy.

Po zaparkowaniu i  początkowych trudnościach
związanych z  bezpiecznym zamocowaniem czekanów (nie wszystkich ten problem dotyczy)  [radzimy wypróbować to na swoim plecaku wcześniej!] ok. godziny 4.30 wyruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku schroniska Ornak. Na trasie znajdują się 4 jaskinie, o które warto zahaczyć szczególnie, kiedy jest się tutaj po raz pierwszy. Szczególnie godna polecenia jest jaskinia Mylna i Mroźna.

Trasę przeszliśmy po ciemku, ale mimo mroku przechodzącego w szarówkę nie dało się nie zauważyć spustoszenia, jakie w Dolinie Kościeliskiej spowodował huragan. Połacie powalonych drzew, praktycznie łyse stoki, pnie usunięte ze szlaku – wszystko to sprawiało przygnębiające wrażenie.







Początkowy etap szlaku do schroniska biegnie wzdłuż potoku zupełnie płasko. Samego obiektu niestety nie możemy szczerze polecić z uwagi na ceny i przymus kąpieli z czołówką (po 22 wyłączają światło, jak mieliśmy okazję się przekonać podczas poprzedniego wypadu). Ponieważ o godzinie 6 wszystko, z wyjątkiem toalet, było jeszcze zamknięte, to zdecydowaliśmy się na śniadanie na świeżym powietrzu  w promieniach wschodzącego słońca z cudownym widokiem na Błyszcz.



Wejście na Iwaniacką Przełęcz zajęło nam mniej czasu niż wskazuje mapa. Nie było ono szczególnie trudne, choć dość mozolne z uwagi na pojawiające się płaty śniegu i lodu.

Na Przełęczy zdecydowaliśmy się na założenie raków, które niektórzy mieli na nogach po raz pierwszy w życiu. Z przykrością muszę stwierdzić, że każdy poradził sobie z ich użytkowaniem doskonale i obyło się bez żadnych kompromitujących incydentów, na które z taką nadzieją czekałam. Już uzbrojeni w raki rozpoczęliśmy atak szczytowy na Ornak. Szlaku niestety nie było widać, ale wyraźnie wydeptana ścieżka prowadziła na sam szczyt. Jedynym problemem okazała się kosodrzewina, na której leżał śnieg. Od czasu do czasu zdarzało nam się przebić jego warstwę i dosyć głęboko zapaść. Niemniej nie da się ukryć, że posiadanie raków bardzo przyspieszyło nasz marsz.





Na swojej dalszej drodze mijamy Siwe Skały, ale zdecydowaliśmy się pokonać tę przeszkodę nie ściągając raków. Nagrodą za ten wysiłek była mała przerwa techniczna na złapanie trochę słoneczka w pozycji na legwana :) Z góry było doskonale widać czarny szlak wiodący z Doliny Chochołowskiej na szczyty. Wkrótce dotarliśmy do Siwej Przełęczy, gdzie spotkaliśmy pierwszych tego dnia ludzi.







Dalej nasza trasa biegła szlakiem zielonym na Liliowy Karb, który wyznacza granicę polsko-słowacką. Przez cały weekend dopisywała nam wyjątkowa pogoda, którą już w ciągu najbliższych kilkunastu godzin mieliśmy zacząć przeklinać. Póki co, jeszcze nieświadomi zbliżającego się armagedonu oddaliśmy się podziwianiu fantastycznych widoków z Liliowego Karbu (1959 m n.p.m), uwiecznianiu ich na fotografiach, pozowaniu czy po prostu radosnemu kontemplowaniu natury w najczystszej postaci.




Na rozwidleniu szlaków zamiast, jak większość, skierować się w prawo w kierunku Starorobociańskiego, wybraliśmy nieco ambitniejszy wariant i udaliśmy się w przeciwną stronę na Błyszcz. W tym miejscu warto trzymać się trochę dalej krawędzi, nad którą tworzą się nawisy. Na tej wysokości mieliśmy doskonały widok na przebytą dotychczas trasę. Powoli zaczęły się pojawiać pierwsze oznaki poparzenia słonecznego, które już wkrótce miało się nam dać porządnie we znaki.




Samo wejście na Błyszcz nie jest specjalnie trudne technicznie, jest jednak dosyć strome, wymaga nieco wysiłku i użycia raków. Czekan też okazał się przydatny choć niekoniecznie niezbędny. Szczyt Błyszcza można łatwo przegapić, ponieważ nie ma obniżenia pomiędzy nim a Bystrą, która leży już po słowackiej stronie, więc formalnie wejście na nią zimą jest zabronione i biada temu, kto stoczy się w dolinę po niewłaściwej stronie!







Na Błyszczu, za radą spotkanych na szlaku wspinaczy, zostawiliśmy plecaki i na Bystrą weszliśmy na lekko. Na szczycie spędziliśmy kilkanaście minut podziwiając najpiękniejsze tego dnia widoki, udało nam się dać sfotografować w komplecie. Szczególnie zaintrygował nas widok imponującego skalistego szczytu Małej Bystrej, na który nie biegł żaden widoczny szlak. 

Zdobywcy szczytu



Widok z Bystrej należy do jednych z najpiękniejszych w Tatrach. Patrząc w stronę Tatr Wysokich można podziwiać Świnicę i Krywań. Po stronie północnej wznoszą się Czerwone Wierchy i Kominiarski Wierch. Zaś w kierunku południowo-wschodnim od Bystrej odbiega grań, w której znajduje się słowacka Jeżowa Kopa.








Schodząc z Bystrej ku Dolinie Chochołowskiej, można pokusić się o zdobycie  Wierchów: Starorobociańskiego, Kończystego i Trzydniowiańskiego, my jednak zmuszeni byliśmy pędzić na złamanie karku szlakiem czarnym w dół na Chochołowską, gdyż liczyliśmy na miejsce w pokoju schroniska.

Zejście nie nastręczało większych trudności o ile pamiętało się o rakach. Po drodze, na dość stromym zejściu napotkaliśmy widok mrożący krew w żyłach, mianowicie grupę młodych turystów, którzy schodząc nieudolnie podpierali się czekanami o dziobach skierowanych w stronę twarzy. I choć ciężko jest nas posądzić o zapędy moralizatorskie, czy też nadmiar zdrowego rozsądku, zdecydowaliśmy się uświadomić młodzież o zagrożeniu czyhającym w takim sposobie korzystania z ostrych przedmiotów. Jakby na potwierdzenie naszych słów jeden z naszych chłopaków stracił równowagę i wśród pisków rozpryskujących się na wszystkie strony młodocianych efektownym zjazdem pokonał jakieś 100 metrów. Ten imponujący wyczyn jeszcze długo będzie budził salwy śmiechu wśród świadków tego zdarzenia. Wszystko na szczęście skończyło się bez ofiar w ludziach i sprzęcie.



Ostatni etap wędrówki, już bez raków, składał się z mozolonego zejścia błotnistą Doliną Chochołowską do schroniska, gdzie dotarliśmy na ostatnią chwilę. Kuchnia jest otwarta do 20. Za pokój 4 osobowy zapłaciliśmy 180 zł, ale na pocieszenie każdy spałaszował zasłużony obiad i deser. Względnie dwa obiady. Przebudzenie następnego poranka niestety nie należało do najprzyjemniejszych, a to za sprawą poparzenia słonecznego, opuchlizny, wysypki itp. Tak niestety właśnie kończy się bagatelizowanie słońca w górach. Przynajmniej ta bolesna lekcja nauczyła nas, że w góry zabiera się zawsze, ale to zawsze okulary i krem z filtrem. Za nasze gapiostwo drogo płaciliśmy jeszcze ładnych kilka dni. Wzbudzając ogólną sensację swoim wyglądem (coś pomiędzy purpurą pawiana a cętkami żyrafy) nie pozostało nam nic innego, jak szybka ewakuacja ceprostradą z powrotem do samochodu. Samo zejście asfaltem wśród dzikich tłumów rozwrzeszczonych ludzi, psów, koni i rowerów nie należy niestety do przyjemności i nie było tego w stanie zmienić nawet morze fioletowych krokusów.

Mimo tej niedogodności wyjazd należał do najbardziej udanych w tym roku i wysoko postawił poprzeczkę na nadchodzący sezon!



**********************************************
Zainteresował Cię nasz wyjazd?
Chcesz zabrać się na następny?
Napisz:
http://mafadi.pl.tl/Kontakt.htm



 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (20 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
DEF