ABC
   
  Góry... Wolność, Pasja, Realizacja ____________________________ Korona Europy www.mafadike.pl.tl
  Kościelec
 
 

Kościelec
+

Karb → Zadni Kościelec

(13 kwiecień 2014)


Kościelec nazywany w żargonie górskim górą strachu jest jednym z tych szczytów, które o ile latem są co najwyżej męczące, o tyle zimą potrafią być bardzo niebezpieczne. I nie chodzi tutaj o kwestie techniczne, ale o kąty nachylenia zbocza, które przy oblodzeniu i zaśnieżeniu są bardzo zdradliwe, zaś potknięcie i zjechanie ze względu na wysokość kończy się bardzo często śmiercią. Dlatego do góry tej nie powinny podchodzić osoby, które dopiero zaczynają swoją zimową przygodę z Tatrami. Jeśli planujecie wejście na Kościelec, to róbcie to mając odpowiedni sprzęt i osobę, która was tam wprowadzi zwłaszcza, jeśli trzeba będzie poruszać się po nieprzetartych ścieżkach!

Kościelec był naszym drugim zaplanowanym celem, jaki sobie obraliśmy podczas kwietniowego wyjazdu. Ponieważ wejście na niego czasowo nie jest trasą na cały dzień, a był jedynym naszym punktem przed powrotem do domu, to nie spiesząc się wyszliśmy ze schroniska  ok. 9-10 rano.



Wejście poprzedniego dnia na Świnice dostarczyło niektórym na tyle wrażeń, że tego dnia ruszyliśmy już w okrojonym 5 osobowym składzie


Wybraliśmy standardowe wejście zimowe żlebem spod Czarnego Stawu. Pogoda idealna  



Podejście do Czarnego Stawu nie przysparza problemów i szlak ten może pokonać każdy, bez względu na posiadane umiejętności i wyposażenie.



W ciągu kilku minut dotarliśmy nad Czarny Staw, gdzie zakończył się najłatwiejszy etap naszej trasy.



Dalsza droga wiodła przez Karb, gdzie wybierając najtrudniejszy szlak ruszyliśmy przed siebie. 

Stopień zagrożenia lawinowego 2. Podejście idzie szybko i sprawnie i po ok. 90 min. byliśmy na Karbie.







Na Karbie postanawiamy chwilę odpocząć i nabrać sił przez zmierzeniem się z Kościelcem. W tym celu niektórzy wykorzystując postój pobiegli spróbować swoich sił na Zadnim Kościelcu Chwilę później ruszamy ku szczytowi. 





Z każdym metrem góra stawała się coraz trudniejsza, przez co rezygnowali nie tylko kolejni członkowie naszej drużyny, ale i ogólna ilość osób idących na szczyt była coraz mniej liczna. Kościelec sam w sobie nie jest łatwy, zaś końcowe podejście 50m na szczyt stanowiło prawdziwe wyzwanie. Ostatnie metry to głównie wspinaczka po oblodzonych kamieniach, co dla wielu stanowiło nie tylko barierę fizyczną, ale również psychiczną.

Tuż pod szczytem ujawniły się w naszym zespole ukryte talenty wokalne, zaś największą popularnością cieszczyła się melodia pod tekst: "i od wszelakich złych przygód, racz nas..." Niestety życie kolejny raz pokazało, że tego typu czary i zaklęcia nie działają! 

W końcu trójce z nas udało się stanąć na szczycie. Za plecami mieliśmy już tylko Orlą Perć





Na szczycie nie pozostawaliśmy zbyt długo, gdyż pogarszająca się pogoda oraz przeczucie, że coś niedobrego wisi w powietrzu powodowało, że budziła się wewnętrzna potrzeba, aby rozpocząć schodzenie.  


 
Zejście z Kościelca, co zresztą widać na zdjęciach, nie należy do najprzyjemniejszych. Kościelec zimą potrafi być prawdziwą szkołą rozwiązywania problemów, które są przede wszystkim w naszej głowie. Tutaj nawet nawielki błąd może wiązać się z bardzo poważnymi konsekwencjami. Dlatego zaufany zespół i znajomość podstaw wspinaczki są niezbędne na takich szlakch.


 
W końcu dotarliśmy ponownie na Karb.



Okazało się, że najgorsze było dopiero przed nami, zaś góry kolejny raz udowodniły, że sukces świętuje się dopiero na dole, a nie na szczycie czy nawet w połowie drogi powrotnej. 

Zejścia z Karbu można dokonać na kilka sposobów. Oczywiście co do tego właściwego zdania były podzielone, dlatego podzieliliśmy się na dwie grupy. Zasadniczo w dół prowadzą trzy szlaki, a ponieważ potrafimy balansować jedynie pomiędzy skrajnościami, to jedna część naszej drużyny zeszła najłatwiejszą drogą, zaś trójka nieustraszonych wybrała wariant najtrudniejszy. W ten oto sposób rozpoczęliśmy schodzenie żlebem po lodzie. Niestety w grupie zawsze znajdzie się osoba, która albo musi wyznaczyć własny szlak, albo robić tzw. czasówkę.

Tym razem nasza wprowadzająca postanowiła być również pierwsza na dole i wybrała wariant dla zaawansowanych, czyli zejście na skróty w 20 sekund. Wrażenie było pioronujące, zaś efekt tego wyczynu będzie długo w sobie nosić 
  
Diagnoza: uraz w okolicy stawu po spacerze z rakiem.
- Korzystając z okazji: W trosce o bezpieczne wędrówki po górach uprzejmie prosimy, aby nie wyprowadzać raków na spacer. Zwłaszcza w okolice stawów, gdyż ciągnie je do wody!

Coś za coś czyli efekt zejścia 350m żlebem w ok. 20 sekund. Potem już tylko wystarczyło zejść z końcówki żlebu pod Staw, a tam w dobrych nastrojach zorganizowaliśmy akcję TOPR

Na szczęście pogoda ducha naszej koleżanki okazała się bardziej wytrzymała niż jej kości  



dzień pierwszy z wyjazdu w zakładce świnica 2014


Na prośbę Kornelii zamieszczamy niniejszy komunikat: 

Chciałabym podziękować ratownikom TOPRu za profesjonalną i natychmiastową pomoc, z transportem na własnych barkach włącznie, a także personelowi szpitala w Zakopanem, gdzie wbrew powszechnej opinii o polskiej służbie zdrowia otrzymałam fachową i miłą opiekę oraz niemal bezbolesne poskładanie puzzli w jakie zamienił się staw skokowy. I przede wszystkim chciałabym podziękować członkom mojej ekipy, rodzicom [Mamo wiem, że czytasz ] oraz przyjaciołom, którzy zatroszczyli się o mnie fizycznie oraz psychicznie w sytuacji, w której każdy z nich mógł odejść w swoją stronę ze słowami "jesteś dorosła, radź sobie". Za każdą minutę rozmowy, przebyty kilometr, kwiatek, kartkę, żart i przyniesioną kanapkę po stokroć dziękuję. Mam nadzieje, że będę mogła odwdzięczyć się tym samym, ale nie wcześniej niż za 50 lat!


**********************************************
Zainteresował Cię nasz wyjazd?
Chcesz zabrać się z nami na następny?
Napisz:
http://mafadi.pl.tl/Kontakt.htm

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 2 odwiedzający (16 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
DEF